Korzystając z przychylności szefowej, wybrałam się w połowie marca na jednodniową konferencję branżową w Krakowie. Ponieważ panele szkoleniowe miały trwać na Akademii Górniczo-Hutniczej cały dzień, ostatecznie wraz ze znajomym zdecydowaliśmy się zarezerwować w okolicach uczelni dwa noclegi: jeden przed, a drugi po konferencji. Po wieczornym przyjeździe w poniedziałek nie było już zbytnio czasu, żeby rozejrzeć się chociaż po mieście, więc zorganizowałam sobie czas wolny tuż przed i po konferencji we wtorek.
Zwiedzałam już Kraków kilkukrotnie, ale tak się ciekawie złożyło, że nie miałam nigdy okazji pospacerować w okolicy AGH. Tym jednak razem się udało, więc przed szkoleniem zajrzałam do Parku Krakowskiego im. Marka Grechuty w poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny na południu Polski. O dziwo, powitał mnie w parku uroczy Smok z mapą.

Oznaki wiosny też odnalazłam. Od strony ul. Pomorskiej znalazłam krokusy, wzdłuż głównej alei pąki grabu pospolitego zaś od strony ulicy Czarnowiejskiej piękne kępki przebiśniegów.


Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyłam w stronę uczelni, a dokładniej w stronę budynku Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki, zaś po drodze minęłam jeszcze lokalną atrakcję, czyli Pomnik techniki w postaci Lokomotywy AGH.


O samej konferencji nie będę dużo mówić, ale podsumowując: było to jedno z bardziej merytorycznych spotkań, w których miałam okazję wziąć udział. Warto było nawet od czasu do czasu zrobić notatki, jak za dawnych, studenckich czasów, bo jakby nie patrzeć zapoznawanie się z nowymi wytycznymi do projektowania to mój obowiązek, od którego nie uciekniemy. Udało mi się spotkać podczas przerw kawowych kilku znajomych z Trójmiasta, choć spotkanie było raczej zdominowane przez inżynierów z południa Polski i było to wyraźnie odczuwalne.

Wieczorem, po zamknięciu oficjalnej części konferencji, udałam się na własną rękę na Stare Miasto w Krakowie. Bałam się, że zła pogoda pokrzyżuje mi plany związane ze zrobieniem kilku zdjęć nocnych Krakowa dla mojej młodszej siostry, która zażyczyła sobie nowej tapety na pulpit mojego autorstwa. Jak się jednak okazało, popołudniowe opady deszczu skończyły się tuż przed końcem naszego szkolenia, a podeszczowa aura okazała się moim sprzymierzeńcem tworząc na zabytkowym bruku kamiennym przepiękne refleksy świetlne, które udało mi się uwiecznić. Kilka zdjęć publikuję poniżej, choć zrobiłam ich łącznie dużo, dużo więcej. Mój czas spędzony na Głównym Rynku w Krakowie wydłużył się do tego stopnia, że miałam okazję wysłuchać dwukrotnie hejnału mariackiego stojąc pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Uwielbiam klimat tego miejsca, gdzie czuję unoszącego się ducha polskiej historii. Wywołuje to we mnie zawsze mieszaninę nostalgii i jakiegoś trudnego do zrozumienia sentymentu.





Zadowolona z efektów mojej sesji plenerowej udałam się na zakończenie dnia do Costa Coffee na nieco bardziej budżetową wersję deseru z gorącą herbatą, a po krótkim odpoczynku wróciłam późnym wieczorem do mojego miejsca noclegowego. Samotne spacerowanie nocą po Krakowie nadal wydaje mi się w miarę bezpieczne, co cieszy, chociaż uważam, że w żadnym polskim mieście życie nocne nie jest tak intensywne jak tutaj, szczególnie w marcu.

Dodaj komentarz