Pomimo że nie jestem zbyt wielką fanką industrialnych klimatów, od czasu do czasu moje nogi ponoszą mnie w różne zakątki Trójmiasta, dzięki czemu mam okazję odkrywać nieco mniej oczywiste atrakcje Gdańska i całego naszego regionu. Dużo chętniej zwracam uwagę na aspekty historyczne danego obszaru, a szczególnie na zabytki techniki, które dla inżyniera budownictwa są chyba najciekawszym rodzajem reliktów przeszłości. I tak w ubiegły piątek postanowiłam odwiedzić stocznię w samym sercu Młodego Miasta.
Moje zainteresowanie Stocznią Cesarską zaczęło się tak naprawdę od jednego z ostatnich tematów, którymi zajmuję się w pracy zawodowej „po sąsiedzku”. Gdy przygotowywałam koncepcję przebudowy nabrzeży zlokalizowanych na terenie Stoczni Centrum Gdańsk w rejonie słynnej Ulicy Elektryków oraz klubu B90 w Gdańsku, dostałam od Miejskiego Konserwatora Zabytków zalecenie, żeby odnieść się szerzej w dokumentacji projektowej do historii obszaru przyszłej inwestycji. Jak pewnie łatwo można się domyślić, w miejskim wykazie zabytków techniki znajdują się nie tylko żurawie stoczniowe, ale również inne elementy, w tym jedno z przebudowywanych przez nas nabrzeży, a mianowicie Nabrzeże Drewnica stanowiące część dawnej Stoczni Schichaua sąsiadującej ze Stocznią Cesarską. To właśnie z połączenia tych dwóch kluczowych zakładów, powstała po II wojnie światowej współczesna Stocznia Gdańska, której nie trzeba chyba nikomu przedstawiać.
O ile efekty prac rewitalizacyjnych na terenie należącym do dawnej Stoczni Schichaua są coraz wyraźniej widoczne w przestrzeni miejskiej, o tyle obszar dawnej Stoczni Cesarskiej, gdzie prace te postępują znacznie wolniej, nadal ma niezwykle specyficzny, surowy, industrialny klimat, co jest widoczne dla zwiedzających już na pierwszy rzut oka.
Moja wycieczka zaczęła się od przejścia z modernizowanej obecnie stacji SKM Gdańsk Stocznia, aż pod dawną pochylnię Wydziału Kadłubowego K-2, gdzie usytuowane zostały tajemnicze rzeźby wykonane ze złomu przez artystę Czesława Podleśnego. Industrialna instalacja przedstawia postacie „wychodzące z wody”, a ponieważ znajdują się w tym miejscu od 2019 roku, pomału zaczynają się na nich pojawiać ślady rdzy świadczące o upływie tego czasu.
Tak naprawdę, dopiero w tym miejscu odważyłam się wyciągnąć z plecaka aparat, ponieważ początkowo czułam się tam nieco zdezorientowana. Miałam wrażenie, że zawędrowałam nielegalnie na teren czynnego zakładu pracy, bo mijałam co jakiś czas robotników wychodzących z różnych budynków rozsianych po całym terenie Stoczni Cesarskiej. Co jakiś czas, pojawiały się na trasie tablice informacyjne wskazujące na kierunek zwiedzania, ale drogę potrafiły jednocześnie torować różne stalowe elementy rozłożone wzdłuż ulicy Narzędziowców, co tylko pogłębiało poczucie zagubienia.


Po obejrzeniu rzeźb przy pochylni AI, nabrałam odwagi i ruszyłam dalej w kierunku budynku „Mlecznego Piotra” (WL4), gdzie znajdowała się dalsza część instalacji stworzonej przez pana Czesława.






Po obejrzeniu rzeźb przed budynkiem oraz tych „schowanych” na tyłach „Mlecznego Piotra” tuż obok zabytkowego dźwiga kratownicowego, ruszyłam w drogę powrotną. Niefortunnie mój powrót zbiegł się w czasie z końcem zmiany robotników, dlatego, chwilę zajęło mi, żeby zrobić zdjęcie zabudowań bez osób postronnych na pierwszym planie. Jak widać, obszar ten był tego dnia dość zabłocony i zagracony, przez co nie przypominał mi typowego szlaku turystycznego. Cieszyłam się, że miałam na nogach trapery a nie jakieś lżejsze obuwie.

Niektóre rejony, nie zachęcały mnie zbytnio do eksplorowania nawet w dzień i nie sądzę, że odważyłabym się wchodzić tam nocą w pojedynkę. Podejrzewam jednak, że fani urbexu mieliby zupełnie inne zdanie na ten temat.

Odbijając na chwilę w bok na ulicę Odlewników, zobaczyłam zabytkową Halę Formierni 38A, ogrodzoną z powodu znacznego stopnia uszkodzenia budynku, gdzie obowiązuje zakaz wstępu.

Wracając na ulicę Narzędziowców, moją uwagę coraz wyraźniej zaczęły przykuwać detale mijanych budynków, m.in.: Nowej Ślusarni czy Narzędziowni. Fasada z czerwonej cegły oświetlona ciepłym, popołudniowym słońcem, dodawała budynkom intensywnego kolorytu i całkowicie zmieniła moje postrzeganie tej przestrzeni. Jak wiadomo światło w fotografii ma kluczowe znaczenie.



Po przejściu obok Żurawia M3, który stanowi obecnie na terenie Stoczni Cesarskiej punkt widokowy „dla odważnych” postanowiłam ruszyć w kierunku Mostu Pontonowego licząc, że nikt mnie z niego nie przegoni. Most prowadzi na Wyspę Ostrów, gdzie nadal odbywa się aktywna produkcja okrętowa i jest to obszar zamknięty, dostępny wyłącznie dla pracowników posiadających odpowiednie przepustki, dlatego formalnie nie można na niego wchodzić. Wiem, że niektórzy jednak próbują i udaje im się wejść i porobić zdjęcia, więc podejrzewam, że wiele zależy od naszego szczęścia. Ja miałam szczęście, ale starałam się też nie nie kusić losu i nie zbliżałam się zbytnio do budki strażnika, po drugiej stronie mostu. Efekty zarejestrowane lustrzanką po moim popołudniowym „wtargnięciu” na Most Pontonowy prezentuję poniżej.



Wracając do domu pociągiem zastanawiałam się, jak zmieni się charakter terenu dawnej Stoczni Cesarskiej i Stoczni Schichaua, gdy rewitalizacja ruszy na dobre. Czy efekty będą zbliżone do tego, co powstało w łódzkiej Manufakturze, czy jednak zrobi się z tego kolejna loftowa dzielnica dla bogaczy z mieszkaniami wykupionymi przez Inwestorów i celebrytów z Warszawy. Mam wiele obaw, ale liczę, że decydenci wykażą się tutaj zdrowym rozsądkiem. Wiem jednak, że na ten moment, Stocznia Cesarska stanowi unikatowy obszar na mapie naszego kraju i czego byśmy nie robili, cały ten teren straci częściowo swój mroczny, industrialny charakter wraz z napływem ludzi i pieniędzy. Czy to dobrze czy źle, czas pokaże. Będę ten proces obserwować tak samo, jak obserwowałam wcześniej przemiany na ulicy Elektryków czy w rejonie Europejskiego Centrum Solidarności i myślę, że pewnie wrócę tutaj jeszcze nie raz. Zwłaszcza, że mam w planach wejść za jakiś czas na Żuraw M3 i popatrzeć na to wszystko z góry.
Tak zakończyła się moja wycieczka, którą relacjonuje dopiero po tygodniu, bo jednak trochę czasu zajęło mi opracowanie całego tego wpisu. Niestety doba jest dla mnie zawsze za krótka.
Dodaj komentarz