Można powiedzieć, że pomału zbliżamy się do końca okresu zimowego na wybrzeżu. Co prawda, nadal widzę za oknem śnieg, ale od kilku dni mamy odwilż a prognozy pogody pokazują, że temperatury mają dalej rosnąć. Z jednej strony to dobrze, bo coraz więcej osób ma już dosyć zimy i czeka z wytęsknieniem na początek wiosny, ale z drugiej strony patrzenie na tę brudną, szarą, topniejącą breję nie nastawia mnie optymistycznie.
Tak jak nie nastraja mnie pozytywnie do życia fakt, że dziś po raz kolejny odstawiam lewotyroksynę, czyli lek zastępujący mi tarczycę i zaczynam przygotowania do wizyty w zgierskim szpitalu. Z dnia na dzień będę również coraz bardziej restrykcyjnie skupiać się na diecie niskojodowej. Właściwie to już zaczęłam przygotowania, bo dziś zrobiłam pierwszy pieczony schab z marynatą na bazie soli niejodowanej, a wkrótce potem na blacie kuchennym wylądował wielki garnek rosołu na kaczce, który zawekowałam wieczorem w słoiki.

Co jeszcze się kończy lub zaczyna?
Niedawno zaczął się też Wielki Post. Kilka tygodni temu zaplanowałyśmy z koleżanką spotkanie w Gdyni. Niefortunnie okazało się, że umówiłyśmy się na ubiegłą środę, a tego dnia wypadała Środa Popielcowa, ale wspólnie uznałyśmy, że nie warto znowu przekładać spotkania. Spotkałyśmy się w restauracji „Karczma Stary Port” zlokalizowanej przy ul. Abrahama 24, która funkcjonowała jeszcze do niedawna jako restauracja z kuchnią włoską pod nazwą „Fidelli”. Obecnie lokal serwuje tradycyjną kuchnię polską, ale nie miałyśmy problemu z zamówieniem czegoś bezmięsnego, bo jak na typową nadmorską karczmę przystało, w ofercie występowały również ryby. Mimo napiętego grafiku, udało mi się po spotkaniu zdążyć do zlokalizowanej nieopodal Kolegiaty NMP Królowej Polski na wieczorną Mszę Świętą i dać sobie posypać głowę popiołem na znak rozpoczynającego się okresu Wielkiego Postu.
Dziś, w niedzielę, kończą się za to XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które odbywały się w tym roku we Włoszech, m.in. w miejscowościach Mediolan i Cortina d’Ampezzo. Czasy, gdy regularnie śledziłam losy sportowców podczas olimpiady dawno już minęły, ale udało mi się przynajmniej zobaczyć w tym roku konkurs duetów męskich w skokach narciarskich, gdzie nasi skoczkowie: Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek zdobyli srebrny medal w dość osobliwych okolicznościach pogodowych. Można śmiało powiedzieć, że los się do nich uśmiechnął za sprawą obfitych opadów śniegu nad stokiem narciarskim w decydującym momencie konkursu. Trochę tęsknię za czasami, gdy siedząc w salonie w domu rodzinnym, oglądałam z tatą olimpijskie zmagania sportowców robiąc jednocześnie lekcje. Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam oglądać podczas olimpiady zmagania w łyżwiarstwie figurowym na lodzie, a w szczególności pokazy mistrzów z udziałem medalistów. Niekwestionowaną gwiazdą był wtedy rosyjski łyżwiarz Jewgienij Pluszczenko. Kto by pomyślał, że od tamtego czasu sytuacja geopolityczna na świecie ulegnie aż tak diametralnej zmianie i Rosjan na zimowej olimpiadzie nie będzie w ogóle?
Podsumowując: dużo było w tym tygodniu „początków” i „końców„.
I dzisiejszy dzień też już się kończy.
Spędziłam ten wieczór podsumowując mijający tydzień i oglądając jednocześnie kątem oka ceremonię zamknięcia igrzysk, a moje myśli krążyły gdzieś sentymentalnie pomiędzy tym co było, jest i będzie, dlatego prawdopodobnie cały ten wpis będzie się wydawał strasznie chaotyczny. Niestety nic jednak na to nie poradzę, dlatego czas wyłączać komputer i szykować się pomału do snu, zamiast zadręczać czytelników czczą pisaniną.
Jutro zaczynamy bowiem ostatni tydzień lutego A.D. 2026.
Dodaj komentarz