Dopiero teraz mam trochę czasu na podsumowanie mini wycieczki z siostrą i partnerem, którą odbyliśmy w sobotę, ponad tydzień temu. Dzięki sprzyjającym warunkom atmosferycznym związanym z ujemnymi temperaturami, śnieg i lód nadal się utrzymywał, dlatego wybraliśmy się ponownie na spacer nad Zatokę Pucką zobaczyć efekty długofalowego działania niskich temperatur na wybrzeże w rejonie Rzucewa.
Na miejscu nie napotkaliśmy zbyt wielu osób, dlatego nie mieliśmy żadnego problemu z zaparkowaniem samochodu na parkingu przy samym molo w Rzucewie. Zimny, chłodny wiatr skutecznie odstraszał spacerowiczów, co mnie w ogóle nie dziwiło. Sami dosyć szybko opuściliśmy pomost i ruszyliśmy ostrożnie wzdłuż plaży w kierunku Osady Łowców Fok.


Daniel próbował wejść na lód przy brzegu, ale szybko zrezygnował widząc jak pomiędzy kawałkami lodu zaczęła przepływać woda. Lód jeszcze nie był tak gruby i solidny, żeby swobodnie chodzić po jego powierzchni…
Idąc wzdłuż brzegu, naszą uwagę zwróciła ciekawa forma skarp z piasku, które utrwaliły się pod wpływem mrozu tworząc miniaturowe wersje klifów. Mój instynkt geotechnika szybko dał o sobie znać i zaczęłam zastanawiać się w jaki sposób określiłabym parametr pozornej spójności w zamrożonych gruntach niespoistych, ale moje rozterki zachowałam dla siebie, bo byłyby one z pewnością niezrozumiałe dla moich towarzyszy, nie mówiąc już o osobach mogących czytać ten wpis…
Przypomniałam sobie za to potem, że dokładnie to samo zjawisko, które zauważyliśmy na plaży, zostało przecież wykorzystane przy opracowywaniu projektu technologicznego głębienia tunelu pod Martwą Wisłą. Gdyby nie zbrylony, zmrożony grunt, drążenie tunelu pod Gdańskiem byłoby niewykonalne. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę większość zagadnień, które rozwiązuje w życiu zawodowym można łatwo przełożyć na życie codzienne i wytłumaczyć je zwykłym śmiertelnikom, o ile ktoś miałby ochotę tego słuchać…

Po krótkim spacerze, gdy minęliśmy po drodze zamek widoczny między drzewami ogołoconymi z liści, dotarliśmy do naszego celu, czyli do opustoszałej Osady Łowców Fok. Jedynymi osobami, które tam spotkaliśmy była para kobiet jadących konno, najprawdopodobniej w stronę zamkowych stajni na wzgórzu.

Po krótkim postoju, zdecydowaliśmy, że czas wracać do domu. Zmarznięci po spacerze postanowiliśmy, że jednak udamy się najpierw na posiłek do Pucka, zamiast wracać do domu i szykować obiad od zera na własną rękę, ponieważ głód narastał w nas zbyt szybko. Wybór padł na pierogarnię „Mąka i woda”, którą odwiedzaliśmy już wcześniej kilka razy. Zdziwiło mnie tylko trochę, że restauracja była tego dnia pełna gości, ale widocznie nie tylko my lubimy tradycyjną, polską kuchnię, a w styczniu to miasto ma jednak do zaoferowania zdecydowanie mniejszy wybór lokali gastronomicznych niż w sezonie letnim.


Po posiłku w miłej atmosferze, z pełnymi żołądkami i rozgrzanymi na nowo kończynami postanowiliśmy zrobić jeszcze krótki spacer pod pomnik generała Józefa Hallera i słupek zaślubinowy w Pucku. Popiersie generała znajduje się w najbardziej honorowym i często odwiedzanym miejscu w starym porcie. Ustawione jest tak, aby generał spoglądał na nieodległe historycznie miejsce zaślubin. To właśnie tutaj losy niepodległej Polski symbolicznie połączyły się z Morzem Bałtyckim w 1920 roku.
Za każdym razem, gdy o tym myślę i uświadamiam sobie, że po 105 latach, moje życie również złączyło się nierozerwalnie z Bałtykiem, ogarnia mnie sentymentalny nastrój. Morze potrafi uwieść i zahipnotyzować, a ja z jakiegoś niezrozumiałego powodu również uległam temu urokowi. Zastanawiam się czasami na ile była to decyzja strategiczna i wyrachowana, a na ile podyktowana emocjami.
Gdy zaczęło się już robić ciemno i mgliście wróciliśmy do domu i kontynuowaliśmy układanie puzzli, o których wspomniałam we wcześniejszym wpisie. To był udany weekend, bez szukania dziury w całym.


Dodaj komentarz